RSS
środa, 08 sierpnia 2018
A to Polska właśnie

,,Są dwa poważne powody,

Dla których Polska mi zbrzydła:

Za dużo święconej wody,

Za mało zwykłego mydła.''

16:57, good.night.dzerzi
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 maja 2017

Wytwornych strojów gamą pieściłem oczy dam, a dziś, na czele chamów, być dżentelmenem mam!

To straszne, żyć wśród chamstwa, nie znosząc go, psiakrew!

10:20, good.night.dzerzi
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2017
Dlaczego (coraz częściej) nie lubię studiować

Test z procedury karnej. Dziesięć pytań, trzy odpowiedzi do wyboru, tylko jedna prawidłowa. Pięć minut na rozwiązanie, czas, start. Na komendę odwracamy kartki, na komendę odkładamy długopisy. Prowadzący zbiera testy i z nieskrywanym samozadowoleniem informuje nas, że w porównaniu do pierwszych zajęć, skrócił czas o połowę, a i tak wszyscy zdążyli rozwiązać zadania. Gratuluje nam - nauczyliśmy się rozwiązywać testy!

Facet się cieszy, a mnie zalewa fala przerażenia; uświadamiam sobie, że oficjalnie zostałam wytresowana na prawniczego szczura.

Wieść niesie, że studenci prawa, poczynając od trzeciego roku, mają już tak wyprane mózgi, że szansa na przywrócenie stanu pierwotnego jest nikła. Wmawiam sobie, że refleksja, która naszła mnie w piątek jest zaprzeczeniem tej tezy, ale równie dobrze mogą to być już tylko ostatnie przebłyski świadomości. 

Przepis na zniszczenie studenckiego mózgu jest bardzo prosty: wystarczy zmusić delikwenta do bezrefleksyjnego wkuwania na pamięć setek artykułów, a później testować jego wiedzę. Test, test, test. 

Testy są różne. Najgorszą ich odmianę stanowią, bez wątpienia, testy luk (przekopiowane żywcem z ustawy przepisy pozbawia się jednego słowa lub wyrażenia, które należy wpisać z pamięci; nie, nie są to wyłącznie terminy oczywiste). Nieco większą kreatywność wykazują testy, w których, poza standardowym wyborem odpowiedzi, należy dopisać coś od siebie. Najwyższy poziom abstrakcji stanowi zaś test z jakimś pytaniem otwartym lub kazusem do rozwiązania (rzadko).

Trzeba mieć ogromne szczęście, żeby trafić na prowadzącego, który nie tylko potrafi zlecić wkucie przepisu, ale jeszcze wytłumaczyć jego sens i pokazać zastosowanie w praktyce - własnymi słowami, a nie klepiąc ukute w doktrynie formułki.

Praktyki na studiach w ogóle jest mało. Można uczyć się cały rok Kodeksu postępowania cywilnego i nadal nie posiąść zdolności stworzenia jakiegokolwiek pisma procesowego. Na studiach tego nie uczą, bo oni są przecież od zapewnienia wiedzy teoretycznej; nauczą cię w kancelarii. W kancelarii wychodzą z założenia, że jest to umiejętność, którą student posiadł na zajęciach. Kwadratura koła.

Czasem, dla zachowania równowagi w przyrodzie, trafi się jakiś praktyk. Z reguły będzie to czynny zawodowo adwokat/radca prawny, który dziwnym trafem postanowił zostać w katedrze po obronie pracy doktorskiej. Ten z kolei już na pierwszych zajęciach każe napisać ci postanowienie i na tym też będzie opierać się zaliczenie przedmiotu. Nie pokaże ci, co prawda, jak się za to zabrać, ani jak to pismo, do cholery, ma wyglądać (pomijając zupełnie kwestię, że mówimy o ćwiczeniach z prawa materialnego, podczas gdy procedura umieszczona została w programie studiów cały rok później). Przecież masz dostęp do Lexa, sprawdź sobie, jak to wygląda. 

Od strony organizacyjnej to już zupełna porażka. Rejestracja na ćwiczenia w każdym semestrze odbywa się przez USOS, który co roku przyczynia się u studentów do niekontrolowanych ataków furii. Kto pierwszy, ten lepszy. Błogosławiony ten, dla kogo USOS okaże się łaskawy. Cała reszta będzie chodzić w piątek na wykład o 9.30, na ćwiczenia o 18.15.

Czasem, dla podniesienia adrenaliny, rejestracja odbywa się w ciemno i nie wiadomo, do kogo się zapisujemy. Albo rejestrujemy się w poniedziałek, a dopiero następnego dnia wydział podaje łaskawie terminy lektoratów. Jeśli zajęcia się pokrywają, przecież zawsze można się przepisać (w grupach o 18.15 na pewno znajdzie się miejsce).

Biblioteka znajduje się w innej części miasta, bo na ultra fancy wydziale nie znalazło się dla niej miejsca. Jak to, czyżby ktoś chciał się pouczyć w przerwie między zajęciami? Dobre sobie. Ale w porządku, niech już będzie - macie ,,pokój nauki''. Tylko wchodźcie pojedynczo, przy dziesięciu osobach nie ma tam już czym oddychać, a i miejsca jakoś mało.

O hierarchii chyba nie ma już nawet co się rozpisywać. Zasady są proste: 1) status człowieka przysługuje dopiero po habilitacji; 2) młody profesor zwyczajny wciąż traktowany jest jak nieuk przez wykładowców ,,starej daty''; 3) personalne wojenki w katedrach urozmaicają życie, przeto niech się dzieją, a co tam; 4) przed dziekanem należy rozwijać czerwony dywan i całować go w nadęty tyłek (przy czym student nawet tego zrobić nie może, gdyż z powodu braku jakiegokolwiek tytułu naukowego oficjalnie nie istnieje).

Dura lex sed lex, ale jeśli regulamin stanowi, że kolokwia należy oddać w terminie dwóch tygodni, to termin ten można rozciągnąć nawet do dwóch miesięcy. Co prawda, oddanie pracy tydzień przed sesją może nie być specjalnie korzystne dla studentów, jednak szczegółami się nie przejmujemy.

I tak dalej, i tak dalej. Zmęczyłam się pisaniem tej notatki. Można by stworzyć jeszcze jedną, ukazującą patologie po stronie studentów, ale na razie nie mam czasu.

Tyle testów w nadchodzącym tygodniu.

13:52, good.night.dzerzi
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2016
PiSu patent na cenzurę

W październiku pamiętnego roku 2015, wybory parlamentarne - głosami mniejszości uprawnionych do głosowania, dających jednak większość - wygrała jedyna polska partia w Polsce, i jedyna chrześcijańska w świecie.

I stała się jasność.

Prezydent Duda, z wykształcenia prawnik, z ,,zawodu'' strażnik Konstytucji (przynajmniej w założeniu), dopuścił się deliktu (żeby tylko jednego), rozpoczynając niespotykany w demokratycznych świecie paraliż Trybunału Konstytucyjnego, który pociągnął za sobą roszady w całym wymiarze sprawiedliwości.

I stała się dobra zmiana.

Wczoraj Pawłowicz snuła fantazmaty na temat ,,hybrydowego zamachu stanu'' w Polsce.

I stała się prawda.

Dlaczego? Bo oto członek partii rządzącej przyznaje w końcu wprost, że TVP jest telewizją rządową. TVP. Telewizja publiczna. Jest. Rządowa. Sensacji nie ma, wszyscy o tym wiedzą od dobrego roku. Niesmak pozostaje. 

Natomiast dalsza część wypowiedzi Pawłowicz wprawia już w osłupienie - według niej brak dostępu do TVP skazuje Polaków wyłącznie na ,,kłamliwy przekaz mediów''. To już jest czysty Orwell. Telewizja publiczna jest skrajnie upartyjniona. Trzeba się naprawdę postarać, żeby tego nie widzieć. Względnie uważać, że wszyscy Polacy tworzą ciemny lud, który kupi wszystko, co ustami swoich marionetek powie Kaczyński.

Takiego wała. 

sobota, 10 grudnia 2016
Wymiotnica smoleńska

Gdybym była prawdziwą Polką, to w ubiegły piątek obchodziłabym 290 miesięcznicę narodzin. Zagapiłam się, więc muszę teraz czekać do 2 stycznia. Chyba, że podobny pomysł zrodzi się w głowie mojego bliźniaka (wierzący i praktykujący, więc mam przejeb..., znaczy - nie mam szans na pierwszeństwo).

Już kilka lat temu przestałam zwracać uwagę na ostre zaburzenie miesięcznicowo - smoleńskie, ale od czasu do czasu dotrze do mnie co smaczniejszy kąsek rzucony przez panującego nam autorytatywnie Jarosława (którego lud zwał także Stojącym Na Zydelku).

My reprezentujemy prawdę, demokrację i wolność - rzecze Jar Ir Kacz, łącząc w jednym zdaniu tragedię, komedię i dwie tony hipokryzji. Gratuluję, nie jest to łatwe.

Nie będę komentować, oddam głos internaucie baw3:

 

1981 zeznaje J.K.

Trzynastego grudnia,

spałem do południa,

lojalkę podpisałem,

potem dalej spałem.

 

Rok 2016 przemawia NN (Naczelny Naczelnik)

Trzynastego grudnia

BOHATEREM byłem,

I MOJOM POLSKE

zam jeden zbawiłem.

 

W narodzie budzi się duch liryczny. Najpierw wiersze o Kempie, teraz o Kaczyńskim. Czekam na limeryk o Piotrowiczu.

 

23:24, good.night.dzerzi
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
Tagi